Polska jest coraz bliżej ratyfikacji konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. 5 marca zgodę na to wyraził Senat. Ustawę w tej sprawie poparło 49 senatorów, przeciwnych było 38, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. Kolejny krok należy teraz do prezydenta Polski.
Izba wyższa polskiego parlamentu była bardzo podzielona w tej sprawie - część komisji senackich opowiadała się za przyjęciem ustawy wyrażającej zgodę na ratyfikację, a inne proponowały jej odrzucenie. Oprócz wniosków z poparciem lub jego brakiem pojawiła się też poprawka zmieniająca datę wejścia ustawy w życie, jednak ostatecznie została ona wycofana.
Linia podziału w Senacie przebiegała głównie wśród barw partyjnych. Senatorowie z ramienia Prawa i Sprawiedliwości byli przeciwni ratyfikacji konwencji, doszukując się w jej zapisach ideologii służącej do walki z tradycyjną rodziną i wiarą chrześcijańską. Argumentowali też, że jest ona niezgodna z polską konstytucją. Zasiadający w Senacie przedstawiciele Platformy Obywatelskiej bronili konwencji, podkreślając, że każde narzędzie mogące zmniejszyć skalę przemocy domowej w Polsce powinno być popierane przez władzę ustawodawczą. Nie wszyscy reprezentanci rządzącego ugrupowania politycznego byli jednak zwolennikami umowy stawiającej sobie za cel walkę z przemocą - trzech senatorów PO było przeciwnych, niektórzy nie byli też obecni na głosowaniu. Nie spotkają ich żadne konsekwencje, ponieważ nie zarządzono dyscypliny partyjnej w czasie głosowania.
Po zakończeniu prac w Senacie los konwencji spoczywa w rękach prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jako osoba piastująca najwyższy urząd w państwie może on podpisać dokument bądź skierować go do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten sprawdził jego zgodność z ustawą zasadniczą.
Konwencję podpisało 37 z 47 państw Rady Europy, w tym 23 z 28 należących do Unii Europejskiej. Ratyfikowało ją 16 krajów, w tym 9 będących członkami UE. Polska podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w grudniu 2012 r. Dokument budzi sprzeciw niektórych środowisk, głównie prawicowych i katolickich, z powodu rzekomej tezy mówiącej, że przemoc jest bezpośrednio powiązana z dyskryminacją płci i stereotypami wokół przypisanych im ról.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz