To się porobiło. Przegrana Bronisława Komorowskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich to już przegadana sprawa. Czas pochylić się nad wynikiem osiągniętym przez lewicę w tegorocznej elekcji na prezydenta. Popatrzymy na słupki procentowe. Te magiczne 10% przekroczyło tylko trzech kandydatów: konserwatywny obyczajowo i liberalny gospodarczo urzędujący prezydent z PO, konserwatywny kulturowo i solidarny w sferze ekonomicznej Andrzej Duda z PIS oraz niezależny antypartyjny muzyk rockowy Paweł Kukiz. Próżno szukać w całym zestawieniu kandydatów osoby o lewicowych przekonaniach. A nie, jednak jest wśród nich ktoś, kto niby reprezentuje lewicowe środowisko. Magdalena Ogórek z poparciem 2,4%. Nie wygląda to zachęcająco? Prawda, ale czy wystawiona przez Sojusz Lewicy Demokratycznej pani doktor specjalizująca się w historii Kościoła katolickiego to w ogóle była lewica? A czy SLD, mimo lewicowej wprost nazwy na partyjnym szyldzie, to wciąż lewica? Oto pytanie. Czy lewica wystawiła w wyborach lewicę? W tym cały problem.
Grzechem śmiertelnym polskiego nurtu lewicy, a co najmniej partii zasiadającej w parlamencie po lewej stronie sali obrad, jest sprowadzanie problematyki społecznej wyłącznie do spraw obyczajowych, podczas gdy dyskurs lewicowy winien toczyć się przede wszystkim wokół spraw ekonomii i materialnego bytu człowieka. W świadomości polskiej, ukształtowanej przez opiniotwórcze media i niestety oderwanych od rzeczywistości działaczy SLD oraz Ruchu Palikota współczesny "lewak" to rozpustny kumpel gejów i lesbijek, cwany lobbysta klinik aborcyjnych, zmieniający definicję płci "chirurg kulturowy", a zarazem szargający najświętsze wartości rodzinne niegodziwiec i opluwający kościół antyklerykał. A jaki jest prawdziwy lewicowiec? To po prostu człowiek wrażliwy i czuły na niesprawiedliwość społeczną, której przyczyn szuka w źle skonstruowanym systemie ekonomicznym. Osoba z ideowym sercem po lewej stronie jest tam, gdzie ludzi bezprawnie eksmituje się na bruk. Lewicowy społecznik gości na protestach pracowników, którym pracodawca zalega wiele miesięcy z wypłatą wynagrodzenia. Lewicowa dusza buntuje się, gdy słyszy o głodujących dzieciach na "zielonej wyspie". Wreszcie orędownik lewicowych idei dostaje drgawek, gdy dowiaduje się, że 1% najbogatszych ludzi posiada w sumie taki majątek co najbiedniejsza połowa ludzkości. Czyste ideały lewicy urzeczywistniają masowe ruchy robotniczo-socjalistyczne zawiązujące się w Ameryce Łacińskiej, a w niektórych jej krajach przejmujące władzę w drodze demokratycznych wyborów. Nie ta kultura? Odmienna politycznie od naszej polskiej? Proszę bardzo. SYRIZA w Grecji i Podemos w Hiszpanii. Nie trzeba daleko szukać, żeby zrozumieć, że lewicowy bój o zwycięstwo na różnych szczeblach władzy ma zgoła odmienny charakter od polskiej "lewicowej" maskarady.
Wystawiona w wyborach prezydenckich Magdalena Ogórek, mimo bycia młodą, wykształconą i atrakcyjną osobą, poniosła sromotną klęskę. Czemu? Bo była twarzą z niezrozumiałych względów określaną mianem lewicowej. Prezentowany przez nią program wyborczy (nowa kodyfikacja prawa podatkowego, ulgi dla młodych przedsiębiorców, powołanie gwardii narodowej) był skierowany do elektoratu, który miał już jakiegoś faworyta w szeregu innych kontrkandydatów jawnie deklarujących przywiązanie do idei prawicowych, w tym kapitalistycznych i liberalnych. Nowy kodeks spółek handlowych? Może na początek dobrze byłoby podnieść poziom czytelnictwa zwykłych książek wśród społeczeństwa, bo do lektury sejmowych ustaw przez szarych obywateli jeszcze daleka droga. Pomoc dla młodych osób zaczynających działalność gospodarczą? Chyba lepiej żeby najpierw popracowali i zarobili pierwsze pieniądze jako pracownicy w cudzych firmach, bo śmiałe i pewne wejście na salony przedsiębiorczości winno być zwieńczeniem kariery zawodowej, a nie jej początkiem. Sformowanie ochotniczej milicji narodowej? Głowy pozbawionych perspektyw życiowych ludzi zaprzątają raczej myśli dotyczące walki o byt, a nie z potencjalnym imperialistycznym najeźdźcą ze Wschodu. Wcześniej czy później składanie takich obietnic musiało zerwać maskę i odsłonić prawdziwą pseudolewicową twarz kandydatki i tak stało się w momencie, gdy pani Ogórek wpadła w oko panu Januszowi Korwin-Mikkemu, który na słowo "lewica" reaguje jak opętana przez demona Regan MacNeil z filmu "Egzorcysta" na święconą wodę.
Wystawiona w wyborach prezydenckich Magdalena Ogórek, mimo bycia młodą, wykształconą i atrakcyjną osobą, poniosła sromotną klęskę. Czemu? Bo była twarzą z niezrozumiałych względów określaną mianem lewicowej. Prezentowany przez nią program wyborczy (nowa kodyfikacja prawa podatkowego, ulgi dla młodych przedsiębiorców, powołanie gwardii narodowej) był skierowany do elektoratu, który miał już jakiegoś faworyta w szeregu innych kontrkandydatów jawnie deklarujących przywiązanie do idei prawicowych, w tym kapitalistycznych i liberalnych. Nowy kodeks spółek handlowych? Może na początek dobrze byłoby podnieść poziom czytelnictwa zwykłych książek wśród społeczeństwa, bo do lektury sejmowych ustaw przez szarych obywateli jeszcze daleka droga. Pomoc dla młodych osób zaczynających działalność gospodarczą? Chyba lepiej żeby najpierw popracowali i zarobili pierwsze pieniądze jako pracownicy w cudzych firmach, bo śmiałe i pewne wejście na salony przedsiębiorczości winno być zwieńczeniem kariery zawodowej, a nie jej początkiem. Sformowanie ochotniczej milicji narodowej? Głowy pozbawionych perspektyw życiowych ludzi zaprzątają raczej myśli dotyczące walki o byt, a nie z potencjalnym imperialistycznym najeźdźcą ze Wschodu. Wcześniej czy później składanie takich obietnic musiało zerwać maskę i odsłonić prawdziwą pseudolewicową twarz kandydatki i tak stało się w momencie, gdy pani Ogórek wpadła w oko panu Januszowi Korwin-Mikkemu, który na słowo "lewica" reaguje jak opętana przez demona Regan MacNeil z filmu "Egzorcysta" na święconą wodę.
Lewica była zawsze antyestablishmentowa, antysystemowa i antykapitalistyczna i taka musi być współcześnie, jeśli chce odróżniać się od prawicowych partii i organizacji, oraz pozyskiwać głosy wyborców niezadowolonych ze wzrostu rozwarstwienia dochodowego i innych nierówności. Jej elektorat to głównie ludzie bezrobotni, wykluczeni, niepewni jutra, biedni pracujący, niepełnosprawni i samotnie wychowujący dzieci. Czyli wszyscy ci, co zazwyczaj nie chodzą na wybory organizowane w Polsce. Szukanie poparcia u tych, których niedzielny wypad do komisji wyborczych, podnosi zamykającą się zazwyczaj w 40-50% frekwencję, kończy się katastrofą. Głosujący w pierwszej turze już pokazali, że stawiają na kandydatów, którzy lepiej zrealizują postulaty, jakie wysunęła Magdalena Ogórek. Sympatyczna pani doktor chyba to zrozumiała i da sobie teraz spokój z polityką. A czy lekcję odrobi SLD na czele z Leszkiem Millerem? A czy to nadal lewica? No właśnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz